Ludzie z pasją

REGINA BRZEZIŃSKA - Rękodzielniczka od dzieciństwa.
Czy za pomocą prozaicznych zdawałoby się patyczków można wyczarować misterny koszyczek, lub zapierający dech w piersiach obraz? Oczywiście. Rękodzielniczka Regina Brzezińska z Trzebiszewa od dzieciństwa robi z nitek i płótna prawdziwe cudeńka.
 
- To tak zwane koronki klockowe. W ten sposób można zrobić rozmaite bibeloty. Od obrazków i torebek, po aplikacje na ubrania, koszyczki i nawet biżuterię. Trzeba mieć tylko dobry wzrok, dużo czasu i wielką cierpliwość- mówi.

Dziełem artystki są także obrazki, wykonywane techniką decoupage. Polega na nakładaniu na dany przedmiot gotowych wzorców, a potem samodzielnym ich wykańczaniu. Dzięki temu praca nabiera głębi. Trzeba jednak dobrać identyczne kolory. Niekiedy dodaje się jakieś elementy, które pasują do obrazka i go uzupełniają. Można to robić na deseczkach, ale także kubkach i rozmaitych innych przedmiotach.
 
Rękodzielniczka od dzieciństwa haftuje, szydełkuje i maluje. To jej życiowa pasja. Jej dziełem są bardzo kunsztowne portrety, które można np. oprawić w ramki i powiesić na ścianie, lub postawić na stoliku. Atutem tych prac jest ich oryginalność i niepowtarzalność, gdyż każda jest inna. Są wspaniałym, niebanalnym prezentem dla bliskich i znajomych.

- Im bardziej cienka nitka, tym bardziej misterną rzecz można z niej zrobić. Na wykonanie jednej z nich potrzebuje około 60 godzin. Nie sposób tego przeliczyć na złotówki- zaznacza.
 
Pani Regina prowadzi grupowe i indywidualne zajęcia, sama bierze udział w rozmaitych warsztatach i promujących folklor imprezach odbywających się w skansenie w Ochli pod Zieloną Górą. Jej dzieła można podziwiać na dorocznych jarmarkach rękodzieła ludowego, które odbywają się pod koniec lipca w Pszczewie.

Tekst i zdjęcia: Głos Międzyrzecza i Skwierzyny


LECH KOLIS - Pasję zbierania realizuje od czterech dekad.
Lech Kolis ze Skwierzyny od mniej więcej 40 lat zbiera przeróżne rzeczy. Przedmioty, które większość z nas po jakimś czasie albo wynosi do piwnicy, albo pozbywa się ich, pan Lech pieczołowicie segreguje i przechowuje w mieszkaniu.
 
W domu regały zostały szczelnie zapełnione. L. Kolis i tak stara się, żeby poszczególne rzeczy się nie powtarzały.

L. Kolis chętnie pokazuje, co zgromadził przez lata. Po chwili zastanowienia można to z grubsza podzielić na turystykę i historię. Mnóstwo rzeczy jest związanych z podróżami turystycznymi i służbowymi. Wyjazdy i kolekcjonowanie zaczęły się w latach 70, od folderów turystycznych, znaczków z herbami miast wpinanych w klapę, do zdjęć . Do dzisiaj folderów ma tyle, że gdyby ułożyć je pionowo, byłaby wieża wysoka na siedem metrów. Większość z Polski, ale są i zagraniczne, na przykład z Ukrainy, Niemiec, Francji, Turcji i Wielkiej Brytanii. Nie wszystkie foldery zdobył sam, część w miejscowościach i regionach, w których przebywał, niektóre na targach turystycznych, inne w biurach promocji miast i gmin całego kraju.
 
Wystarczy rzut oka na książki, aby zorientować się, że pan Lech interesuje się przede wszystkim historią najnowszą, ewentualnie końcem XIX stulecia. Stara się książki ustawiać według pewnego klucza, przykładowo ogólne publikacje dotyczące czasów PRL, w innym miejscu opozycja, na kolejnych półkach księża. Osobne pozycje to serie traktujące o różnych bitwach, czy dowódcach II wojny światowej - z wszystkich frontów i wszystkich państw.

Niewątpliwe jedna z bardziej oryginalnych serii nosi tytuł „Lenin. Dzieła wszystkie". Była taka inicjatywa wydawnicza w Polsce w latach 80, całkiem spory nakład 20 tysięcy. Ładnie, starannie wydane woluminy w jasnych obwolutach. Brakuje jednak do kompletu kilku tomów, między 49. a 54. Ale są jeszcze ciekawsze, rzadsze wydawnictwa niż leninowskie. Do jego rąk trafiła właśnie równie elegancka książka. Kim Ir Sen, Dzieła wybrane III", wydawnictwo literatury w językach obcych, Korea, Phenian, 1975. A więc dzieła przetłumaczone na polski - bardzo poprawnie językowo i wydane w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD).

L. Kolis dodaje, że zbiory te nie świadczą o uwielbieniu Lenina czy innych komunistów. Na pewno nie, działał w pierwszej „Solidarności", po której przechowuje sporo pamiątek, przede wszystkim plakatów wyborczych. Pozycji interesujących dla ludzi nieobojętnych na historię pan Lech ma znacznie więcej, chociażby książki sensacyjne Bogusława Wołoszańskiego z jego autografem.

W pokoju pana Lecha na ścianach wisi mnóstwo plakatów, portretów. Widać, jak dwoiste były nasze najświeższe dzieje. Na jednej ścianie przede wszystkim wizerunki znanych działaczy polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego, Włodzimierza lljicza Lenina, Feliksa Dzierżyńskiego, Janka Krasickiego, Marcelego Nowotki, z drugiej zaś plakaty związane z papieżem Janem Pawłem II i jego pielgrzymkami do ojczyzny.
 
Podobnie jak turystyczne zainteresowania nie ograniczają się do zbierania folderów, tak samo historia, to nie tylko książki i różnego rodzaju druki, jak chociażby powszechne świadectwa udziałowe z 1995 r., taka część polskiej prywatyzacji. Najnowsza historia to także... naczynia i przybory kuchenne mające po kilkadziesiąt, czy po sto lat. To także dwie maszyny do pisania, Robotron 202 i Predom Łucznik 102, oraz dwie pralki Frania, które w mieszkaniu się nie zmieściły.

A co byłoby z kolekcją w razie przeprowadzki? Lech Kolis od razu odpowiada - dwie przeprowadzki już były. Sporo pracy przy układaniu wszystkiego, ale warto...

Tekst i zdjęcia: Jacek Dobkowski, www.przegladoponiarski.pl